Z nowym rokiem raźnym krokiem

Zobaczcie, jakie to dziwne, że to, co było w tym roku moim największym sukcesem, okazało się również największą porażką. Czasem tak bywa.

Zawsze wiem, że w czasie dedlajnu powinnam się trochę ruszać, by nie odchorowywać pisania niemalże przez całą dobę, a zawsze o tym zapominam.

Rok zaczął się idealnie pod względem sportowym. Biegałam, ruszałam się, tryskałam energią. Przebiegłam swoje pierwsze 7 kilometrów w życiu. A potem usiadłam do książki. „Nie ma jak u mamy”. Pisałam ją na Kaszubach, w pięknych okolicznościach przyrody, na… fotelu służącym raczej do opalania, niż do pracy. Pisałam cały dzień i pół nocy, jak to ja. A może raczej całą noc i pół dnia. Skutkiem tego była spora kontuzja. Bolała mnie noga, plecy. Teraz nie ma ostrego bólu, ale jeszcze czasem go czuję. Ale pamiętam, gdy leżałam latem na podłodze i płakałam, bo nie dawałam rady.

Zatem przestałam biegać, bo przecież nie mogłam, przestałam się ruszać, bo nie znalazłam właściwego ruchu dla mojej kontuzji. Zatem robiłam NIC.

Potem, w październiku doszła kontuzja barku. Boli mnie z różnym nasileniem. Tak, dojrzałam do tego by iść do lekarza. Nawet się dzisiaj zapisałam! Tylko wiecie, z lekarzami to ja mam tak. Egzystuję, żyję, to po co ja mam zawracać im głowę? Przecież tak naprawdę mi nic nie jest. A to, że mnie boli mnie ręka przy zapinaniu stanika? Cóż, przecież mogę chodzić bez!

Nie mogę popełnić tego samego błędu przy tym dedlajnie…

Od jakiegoś czasu zapisałam się na portalyogi.pl i ćwiczę. Na razie spokojnie i wolno, piętnastominutowe ćwiczenia na kręgosłup, ale naprawdę chcę wrócić do biegania. Pamiętam to uczucie, gdy biegłam przez las i czułam taką cudną wszechogarniającą WOLNOŚĆ. W czerwcu jadę też do sanatorium, może nauczą mnie dbać o ten mój kręgosłup.

Plan jest mój następujący:

  1. Chodzenie. Przeproszę się z kijkami i gdy pogoda będzie znośna, pójdę do lasu. 5 kilometrów
  2. Yoga. Myślę, że nie zaszkodzi, a ćwiczenia na kręgosłup nikomu nie zawadzą. A może spróbować pilatesu?
  3. Qczaj – jego trening wzmacniający mięśnie jest dość krótki i baaardzo fajny.
  4. Mata Pranamat. – też zaniedbałam ją ostatnio. Akupresura działa całkiem dobrze. Znajdę te 10 minut dziennie by poleżeć na niej.
  5. Wrócę do diety. Jeszcze trochę kilogramów przede mną. Czas zacząć drugi etap wyzwania.!
  6. WODA. Ostatnio zaniedbałam się też pod tym względem. Lepiej się czuję, gdy piję przynajmniej te 2,5 litra wody. I cera też jest dużo ładniejsza.
  7. Witaminy. Paulina z Sandiet na podstawie moich wyników krwi opracowała właściwe dla mnie witaminy.Oczywiście je już kupiłam, ale jeszcze grzecznie siedzą w zamkniętych pudełkach. Mam bardzo duży niedobór witaminy D3. A czytając za co ona odpowiada, mam wrażenie, że za WSZYSTKO.

Z tym sportem to jest tak właśnie jak z witaminami. Jak weźmiesz jedną, nie poczujesz różnicy. Jak weźmiesz kilka, też pewnie nie. Ale po jakimś czasie czujesz się lepiej i pewnie nie wiążesz tego bezpośrednio z witaminami. Zatem z lenistwa przestajesz je brać. I znowu jest gorzej.

Po raz kolejny w życiu przekonałam się, że Witaminę S. (sport) trzeba brać regularnie. Muszę brać przykład z mojego męża, który CODZIENNIE robi poranną gimnastykę i oprócz tego co drugi dzień jest na siłowni. I może nie jest najchudszy, ale na pewno jest w formie. Gdybym ja była tak dobrze zorganizowana! I tak się słuchała siebie!

U mnie jest problem taki, że nie potrafię wyegzekwować od siebie tego, co sobie sama narzucę. Nie słucham się siebie. Znacie jakiś sposób na to? Może muszę kupić sobie jakiś webinar Pani Swojego Czasu, bo inaczej zginę marnie. A nawet już sobie chyba kiedyś kupiłam i nie miałam tyle systematyczności, by go do końca obejrzeć, czy wcielić w życie.

Jeżeli popatrzeć na ostatnie pięć lat, to ruszam się całkiem sporo. Ale robię to zrywami półrocznymi. I nie jest to dobre. No cóż. Pora pamiętać o Witaminie S, podobnie jak o D3. O niej tez zapominam.

Pamiętam tylko o lekach na tarczycę, bo wiem, że bez nich nie mogę normalnie funkcjonować. Może pora sobie wmówić, że w miarę upływu lat funkcjonowanie bez witaminy S jest również niemożliwe?

Zastanawiam się też nad zainwestowaniem w fotel do pisania. Są takie z podnóżkiem i stolikiem na laptopa! Chyba trzeba w końcu porzucić mój fotel i zabrać się do pracy profesjonalnie.

Jak na razie czuję się z lekka obolała, skontuzjowana i stara. Ale wiem, że jestem w stanie to zmienić w miesiąc. Zatem do dzieła!

Szczęśliwego nowego roku kochani!

A ja wyciągam matę do Yogi, poćwiczę, a potem obejrzę z dziećmi na Netflixie Kluseczkę.

Będzie dobrze!

 

5 Comments

  1. twojGad
    1 stycznia 2019

    Magda, czas na komputer stacjonarny (możesz podłączyć monitory, klawiaturę i mysz do laptopa). Laptopy to współczesne przekleństwo zdrowotne. Zobacz jak masz ułożone ciało przy pracy ze zwykłym monitorem (nawet w wygodnym fotelu) a jak w przypadku laptopa. Także 2x 27″ jeden nad drugim na uchwytach (ewentualnie modne obecnie szerokie monitory rzędu 34″), wygodny fotel, klawiatura na kolana i działasz. Ja zamiast myszy miałem trackball, więc nie potrzebowałem dla niego płaskiej przestrzeni. Tak pracowałem z domu po 10 – 16 godzin (ech te terminy 😉 ) i nie wstawałem jak z krzyża zdjęty.
    Wszystkiego najlepszego w nowym roczku 🙂

    Odpowiedz
    1. Magdalena Witkiewicz
      1 stycznia 2019

      Ja mam maca, może wystarczy monitor dokupić?

      Odpowiedz
      1. twojGad
        1 stycznia 2019

        Nie znam ekosystemu Apple, ale tam chyba stosowane jest złącze Thunderbolt (z ikoną pioruna), więc monitor powinien takie mieć. Chyba jest też mini DisplayPort. Zapytaj w sklepie czy interesujący Cię monitor będzie działał z Apple. Są przejściówki mini DisplayPort -> HDMI i mini DisplayPort -> DisplayPort, więc jeżeli masz to złącze, to każdy monitor z HDMI zadziała.

        Odpowiedz
  2. Aneta Labudda-Rudnik
    1 stycznia 2019

    A na ten kręgosłup i inne dolegliwości to polecam terapie Czaszkowo-krzyzowa, proszę poczytać, mnie pomogla. I najlepszego w nowym roku🤩

    Odpowiedz
  3. Edypiet
    1 stycznia 2019

    To zainwestowanie w fotel to bardzo dobry pomysł no i te witaminy: D3 i S również!

    Odpowiedz

Odpowiedz na „EdypietAnuluj pisanie odpowiedzi