Dedlajn.

Dedlajn kojarzy się ze mną, prawda? Jesteśmy bardzo zaprzyjaźnieni. Od lat, powiedziałabym. A na pewno od kilkunastu książek. Wydawać się być mogło, że tym razem jest inaczej. Premiera za chwilę, ale kolejny Dedlajn łypie już na mnie złowrogo. A ja tak sobie myślę, że tym razem jestem dzielna. Nie robię na drutach, nie szyję, nie szydełkuję. Trochę filcowałam na sucho, ale to było jakieś dwa tygodnie temu, więc się nie liczy.

No ale…

Uruchomiłam stronę internetową. Jak zawsze kilka razy ją popsułam i kilka razy mnie ratowano. Dziękuję dmuchawce.eu za cierpliwość i obawiam się, że będę klientką wymagającą wiele troski. Specjalnej troski!

Uruchomiłam dwa newslettery, jeden dla blogerów, inny dla wszystkich. Założyłam kanał na youtube, nagrałam kilka filmików i miałam sesję zdjęciową. Wymyśliłam również konkurs.

Obawiam się, że tym razem dedlajn wyraża się wzmożoną aktywnością w internecie.

Ratunku. Ja MUSZĘ już pisać. Powinnam oddalić się myślami do dalekiego Wietnamu! Powinnam się po raz kolejny zakochać, wzruszyć roześmiać! Powinnam wreszcie zaprzyjaźnić się z moimi bohaterami!

Samo się nie napisze.

Chyba.

A może?

 

Dodaj komentarz