aktualności

Biblioterapia

Dzielę się z Wami artykułem. Tak sobie myślę, że to jestem cała ja. Ten kierunek, w którym chcę podążać. <3

Lekarka ludzkich dusz czyli terapeutyczna moc książek Magdaleny Witkiewicz.

 Co nam daje czytanie? Jak to jest, że spisane, a potem czytane słowa wywołują tyle emocji? I dlaczego tak tęsknimy za kolejnymi książkami ulubionego autora? Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad terapeutyczną rolą książek?

Magdalena Witkiewicz nazywana jest mistrzynią szczęśliwych zakończeń, lekarką ludzkich dusz. Nie bez powodu: jej książki mają moc terapeutyczną, o czym ciągle mówią i piszą czytelniczki.

Autorka ma niezwykłą zdolność pisania o sprawach trudnych i poważnych w lekki sposób. Daje się poznać jako wrażliwa osoba, ale i przyjaciółka z sąsiedztwa. Po lekturze jej książek mamy ochotę przytulić wszystkich bliskich i rozmawiać, długo rozmawiać, o bohaterach, którzy są tacy jak my.

Marzena Grochowska, coach i trener biznesu, już dawno dostrzegła terapeutyczną moc powieści Witkiewicz: Kiedy po raz pierwszy miałam kontakt z literaturą Magdaleny Witkiewicz, a był to „Milaczek”, pomyślałam sobie: cóż za radosna książka, przy której tak szybko odpoczęłam, uspokoiłam swoje wnętrze i naładowałam się pozytywną energią. Przy każdej kolejnej odkrywałam siebie na tysiące sposobów i byłam pewna, że ta książka jest o mnie i o moim życiu.  „W Cześć co słychać” miałam już pewność, że książki  Magdaleny mają moc terapeutyczną, są swoistą terapią dla duszy.

Biblioterapia, bo tak nazywa się ten proces, to leczenie słowem, swoisty dział psychologii czytelnictwa.To ukierunkowany rodzaj poradnictwa terapeutycznego w dziedzinach takich jak medycyna, psychologia, psychiatria, pedagogika czy socjologia. To również poradnik w rozwiązywaniu problemów życiowych.  W każdym z tych terapeutycznych przekazów zawsze chodzi o to, aby pomogły czytelnikowi zrozumieć sytuację czy też kontekst, w którym się aktualnie znajduje. Aby dały wsparcie i nadzieję oraz porządkowały życiowy chaos. Celem biblioterapii jest pokonywanie psychicznej izolacji, uczenie sztuki mówienia o własnych potrzebach, ukazywanie właściwej postawy moralnej w obliczu życiowych zawirowań czy  ludzkiego cierpienia.

Książki mają regenerować system nerwowy i psychikę człowieka– opowiada Marzena Grochowska – Książka, aby mogła stać się biblioterapeutą  musi spełniać kilka kluczowych funkcji. W pierwszej kolejności ma dostarczać nowych doświadczeń o otaczającym świecie i ma wyznaczać nową jakość życia, co zabezpiecza jej funkcja katartyczna. Ma inspirować do zmiany zachowań, czyli spełniać funkcje wychowawczą, ma rozwiązywać niektóre zadania życiowe, czyli zabezpieczać funkcję utylitarną. Ma również przekonać czytelnika do wglądu w siebie, poszukiwań informacji o swoim stanie wewnętrznym. Książka ma kształcić umiejętności wyrażania siebie i uwrażliwiać na konkretne problemy. Tym samym  mamy posiąść wiedzę radzenia sobie z życiowymi problemami.  Niezwykle istotna jest również funkcja ludyczna, dzięki której czytelnik relaksuje się i nabiera wiatru w żagle.

Magdalena Witkiewicz pisze o życiu i o życiowych problemach, które dotyczą każdego z nas.Historie zawarte w jej powieściach napisało samo życie. Najpiękniejsze jest to, że czytelnik szybko odnajduje się w bohaterze i szybko się z nim identyfikuje. Pomiędzy wersami pięknej opowieści odbywa się terapia, której czytelnik nawet nie jest świadom. Przestaje czuć się samotny, pozostawiony ze swoim problemem. Ma przestrzeń, aby o swoim życiu pomyśleć inaczej, ale i poczucie wsparcia i świadomość, że nie jest sam.

Magdalena Witkiewicz  w swoich powieściach w niezwykle delikatny sposób porusza bardzo ważne kwestie. Pisze o sprawach trudnych, chorobach, śmierci, zdradach, braku pewności siebie i wiary we własne możliwości. Opowiada o relacjach, bólu, rozczarowaniach, o samotności czy trudach macierzyństwa. Ta autorka ma absolutnie terapeutyczne wyczucie jak przedstawić problem i jak poprowadzić czytelnika do miejsca, gdzie czeka na niego nadzieja. Autorka  wzrusza do łez i rozśmiesza, potem przytula czytelnika i okrywa niewidzialnym kocem po to, aby na końcu metaforycznie powiedzieć: dasz radę. Co najważniejsze, zakończenia jej powieści to swoisty bilet do lepszego życia. Ono  zawsze jest bezpieczne, wspierające i motywujące do działania.

Powieści polecane przez Polskie Towarzystwo Biblioterapeutyczne (Projekt „Wyspy” koordynowany przez Magdalenę Prokopowicz)

  • Opowieść niewiernej (brak miłości w małżeństwie, zdrada, pracoholizm),
  • Zamek z piasku (relacje damsko-męskie, zdrada),
  • Cześć, co słychać? (aborcja, zdrada),
  • Pierwsza na liście (choroba nowotworowa, też przyjaźń),
  • Po prostu bądź (miłość, strata bliskiej osoby, niespełnienie oczekiwań rodziców)
  • Czereśnie zawsze muszą być dwie (tutaj też strata bliskiej osoby, miłość, relacje)

 

 

Marzenia się spełniają!

Jutro idę spełnić jedno z moich marzeń. Zagram w filmie! Oczywiście nie będzie to rola główna, co więcej w ogóle nie mam pojęcia, czy kamera mnie „złapie”, a nawet jeżeli „złapie”, to czy potem ten kadr nie zostanie wycięty. Tego nie wiem. Ale idę rano na plan filmowy i będę grała „elitę trójmiejskiego świata”.

Powiem Wam, że się tak cieszę, że chyba nie będę mogła spać dzisiaj całą noc!
Jako mała dziewczynka bardzo chciałam być aktorką. Nie miałam problemów z występowaniem na scenie, z deklamowaniem wierszy. Zawsze byłam otwarta i nie bałam się. Wydawało mi się jednak, że „bycie aktorką” jest czymś tak bardzo nierealnym. Przecież aktorem nie może zostać zwykła Magda z Gdańska. Dokładnie tak samo myślałam, na temat bycia pisarką.

Zobaczcie, jakie myślenie ludzie mają zakorzenione głęboko w swoich głowach. „Jestem zbyt mało doskonała, by być aktorką, pisarką, prezydentem”. Bzdura! Każdy może być tym, kim chce zostać. Jeżeli ma predyspozycje i jeżeli nie zmarnuje swojego potencjału.

Tata zawsze opowiadał mi przypowieść o talentach. Pewnie znacie.

Człowiek wyruszał w podróż i wezwał do siebie swoje sługi, by każdemu dać talenty. Jeden dostał pięć talentów, drugi – dwa, trzeci natomiast jeden. Ten, który otrzymał najwięcej, zainwestował i pomnożył majątek. Podobnie postąpił drugi sługa. Jednak trzeci rozkopał ziemię i schował jeden talent. Po przyjeździe pan ucieszył się słysząc, że dwaj słudzy pomnożyli jego pieniądze. Wyrzucił natomiast tego, który nie zainwestował talentów, ponieważ uznał, że ten zmarnował okazję.

Oczywiście w biblijnej przypowieści chodzi o pieniądze. Ale talent talentem. 🙂

Ile naszych talentów chowamy głęboko, nie rozwijamy ich? Bo nie mamy czasu, bo jesteśmy zbyt zwyczajni, by być aktorką, piosenkarką, artystą!

Zawsze w swoich książkach podkreślam to, że trzeba marzyć, ale też to, że marzenia możemy sami spełniać. Wystarczy zrobić pierwszy krok, a już jesteśmy bliżej do celu.

Ale wiecie, marzenia też trzeba jasno precyzować:)

Kiedyś napisałam na Facebooku, że chciałabym zagrać w filmie. Napisałam tylko tyle. Natychmiast zgłosiły się do mnie cudowne dziewczyny, Magda Karel i Grażyna Kopeć, które robiły film dokumentalny o kobietach. Zaproponowały mi udział. Cudownie, oczywiście zgłosiłam się, ale wiecie, nie do końca o to mi chodziło:)

Chciałam zagrać w filmie fabularnym!

Zatem teraz precyzowałam jasno swoje marzenie:

Chcę zagrać w filmie fabularnym, UBRANA.

Bo nigdy nic nie wiadomo, mógłby mi ktoś zaproponować rolę podstarzałej striptizerki. Na to bym chyba się nie zgodziła. (O matko! Napisałam „chyba”). Nigdy nie wiadomo:)

Jutro w Gdańsku kręcony jest film Raz jeszcze raz i się załapałam do statystowania;) Cieszę się niezmiernie!

Co lepsze idzie tam wielu moich znajomych z różnych etapów mojego życia. Ze studiów, z pracy, czytelniczki. Opowiem Wam, jak było. A jak mi pozwolą – wrzucę kilka instastories. 🙂

Marzenia się spełniają! Nie rezygnuj!

I nigdy nie jesteś zbyt zwyczajna/zwyczajny, by robić to o czym marzysz!

 

 

Kaszubski Jet lag

O matko. To, co ja teraz czuję, to klasyczny Jet lag. A zawsze dziwiłam się Marzence, że ona się tak źle czuje, jak powraca z dalekich stron.

Co to Jet lag?

Mniej naukowo, znaczy to, że po dalekiej podróży nie możesz do siebie dojść, bo czujesz się jak kupa. Ot po prostu. Bardziej naukowa definicja poniżej:

Jet lag wywoływany jest przez zaburzenia homeostazy organizmu występujące podczas podróży. Jet lag przejawia się zaburzeniem procesów fizjologicznych zależnych od rytmu okołodobowego oraz zależnych od zmiany dobowego rytmu wydzielania hormonów, przede wszystkim „hormonu snu” – melatoniny i kortyzolu. (źródło)

U mnie się chyba wszystko zaburzyło. Ja się też źle czuję. Bardzo. Pewnie dziwisz się, co ta Witkiewicz wypisuje, wróciła z Kaszub i ma Jet lag. O tym za chwilę:)

Ja wiem tyle, że wysłałam dzieci do szkoły i mam wrażenie, że mam niemal wszystkie klasyczne objawy tego ustrojstwa.

  • niemożność skupienia uwagi,
  • zmęczenie
  • zaburzenia apetytu i zaburzenia żołądkowo-jelitowe,
  • złe samopoczucie
  • dezorientacja,
  • senność,
  • ból głowy

Powróciłam z Kaszub, ale czuję się jakbym podróżowała daleko. Na wschód. Bo na wschód podobno jest gorzej.
Taki pourlopowy stan naprawdę jest dokładnie tym samym, co jet lag spowodowany zmianą czasu. Bo u mnie, moi drodzy czas również się zmienił. O 6.30 dzwoni budzik. Przez całe wakacje budzik dzwonił sporadycznie, albo wcale.

Nawet muszę się Wam przyznać, że kiedyś mój syn umówił się z kolegą na 11, nastawiłam budzik na 10, by syn się nie spóźnił. Gdy się chodzi spać o 3 w nocy, to ten zegar biologiczny się bardzo przesuwa. Przecież ja się czuję tak, jakbym wróciła ze strefy czasowej przesuniętej o 4 godziny? To dokładnie tak, jakbym była na Barbadosie, albo na Wyspach Dziewiczych.

Moi drodzy, czy gdybyście wrócili z Wysp Dziewiczych, nie bylibyście zmęczeni? Albo z Brazylii, czy innej Gwadelupy? Z pewnością byście padali ze zmęczenia!

Poszlibyście po prostu spać, wzdychając, że macie jet lag.

Ja też mam jet lag. Kaszubski. Mój własny prywatny kaszubski jet lag. Popatrzcie na rysunek obok. Przecież godzina, o której wstaję teraz, była w wakacje środkiem nocy!

Cóż robić? Jak żyć? Jak spać i jak nie spać? Jak się przełączyć z trybu „wakacje” na tryb „szkoła”? PSTRYK!

Naprawdę rozkręcam się dopiero po jedenastej, kiedy to w wakacje budziłam się do życia.

Rano nie mogę zrobić nic. A co radzą specjaliści?

Poszperałam w necie i wiem tyle, że trzeba to przetrwać. Że po kilku dniach organizm sam powinien się dostosować do zmian. Tylko tak sobie myślę, że trzeba być konsekwentnym i nie fundować już rewolucji naszemu organizmowi. Obawiam się, że znaczy to, iż w weekend powinniśmy również iść spać o 23, a wstać o 6 rano. Bo inaczej nasz organizm stwierdzi, że znowu podróżujemy i w poniedziałek będziemy mieli kolejny kryzys. Na razie zapisałam się do grupy na Facebooku Ranne Ptaki i zamierzam słowa wprowadzać w czyn. Pierwszy tydzień będzie ciężki, ale podejmę wyzwanie.

PLAN:

  1. Chodzić spać przed 24
  2. Nie ucinać sobie drzemek porannych, popołudniowych i wieczornych
  3. Wstawać od razu, gdy zadzwoni budzik (a nie ustawiać sobie milion drzemek)

Nie wyczerpałam tematu. Dużo czytam o tym, bo czuję, że usystematyzowanie mojego snu pomogłoby mi bardzo w życiu. Zarówno tym zawodowym, jak i rodzinnym. Obiecuję, że się z Wami podzielę tą wiedzą, jak również pokażę książki, które pomogły mi tę wiedzę zgłębić, a jest ich całkiem sporo!

I pamiętajcie. Nie czytajcie do trzeciej w nocy. Bo potem mogą być te same objawy:) Ale jak wiemy, czasem w książkach zagina się czasoprzestrzeń i tam zupełnie inaczej płynie czas. Gdy za długo będziecie czytać, to jet lag książkowy murowany:)

 

 

 

 

 

2017

To dobry rok. Nie piszę „był”, bo jeszcze wciąż trwa.

Pod koniec każdego roku dziękuję za ten miniony. I proszę, by kolejny był przynajmniej tak samo cudowny, jak ten, co się właśnie kończy. I jest. Ten był najlepszy. I rodzinnie i zawodowo.

Jedenasty rok mojego małżeństwa okazał się najlepszym ze wszystkich, dziesiąty rok mojego pisania okazał się najlepszy ze wszystkich lat. Czy może być lepiej? Nie wiem. Marzę, by było tak, jak dotychczas.

Czasem w wywiadach jestem pytana o to, jakie mam marzenia. I ja od pewnego czasu odpowiadam tak samo. Marzę o tym, by życie przypominało nudny film, lub nudną książkę. By było przewidywalne, bez wartkich zmian akcji. Bez scen zapierających dech w piersiach. By było, jak dotychczas i się nic nie zmieniało. Byśmy wspólnie, rodzinnie kiedyś dotrwali do tego happy endu. Byle nie za szybko:)

W tym roku napisałam książkę, która sprzedała się w pół roku w ponad 40000 egzemplarzach. Gdy pomyślę ile ludzi czytało moje „Czereśnie”, przez ile rąk one przeszły – nie wierzę. Ale z pełną świadomością mogę powiedzieć, że to jest bardzo dobra książka. Moim zdaniem moja najlepsza.

„Pudełko z marzeniami” napisane wspólnie z moim przyjacielem Alkiem Rogozińskim goni tą sprzedaż:) I najważniejsze jest to, że się nie pokłóciliśmy ani razu i nawet nie było temu blisko.

Ukazała się również kolekcja moich książek, dodawanych do gazety.

W tym roku również ukazało się wznowienie moich książek dla dzieci. Lilka i spółka, Lilka i wielka afera. Trzy dodruki, świetne recenzje spowodowały, że drugie wydanie tych książek sprzedało się trzy razy lepiej niż wydanie pierwsze.

Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję!

Wydano również 8 cud świata, książkę, w której opisuję swoje oczarowanie Wietnamem.

Znalazłyśmy z Marzeną Grochowską wydawcę dla naszej „Czarnej Dupy” – co też mnie bardzo cieszy. W ogóle los na mojej drodze w tym roku postawił bardzo fajnych ludzi. O tych, którzy próbowali przeszkodzić w moim szczęściu, konsekwentnie nie pamiętam i konsekwentnie są gdzieś obok, ale nie dostrzegam ich.

Uruchomiłam sklep internetowy i kupiłam RÓŻOWĄ kasę fiskalną:)

Schudłam 20 kilo. Ostatni raz tyle ważyłam na początku ciąży z moim synem. I trwam. Przez cały czas mojej diety nie wyłamałam się ani razu. Na diecie przeżyłam wesele, wyjazdy, targi w Krakowie i święta. Również ćwiczę. Jestem z siebie dumna! Oczywiście długa droga przede mną, ale trwam! I życzę sobie, aby w nowym roku zapał mi wystarczył na co najmniej drugie tyle;)

To dobry rok. Żegnam się z nim jak ze starym Przyjacielem. A o nowy rok zatroszczę się, jak o nowego członka rodziny.

Życzę Wam SZCZĘŚCIA, moi drodzy. Aby ten nowy rok był lepszy niż ten, co właśnie mija, ale trochę gorszy, niż kolejny!

Byście realizowali swoje pragnienia, otaczali się tylko ludźmi, którzy Wam dobrze życzą. Byście umieli wybierać słuszne życiowe ścieżki. Dziękuję, że Jesteście!!!

AJLAWJU!

„Najlepszy” Łukasz Grass – życiowe przemyślenia

Właśnie skończyłam czytać książkę „Najlepszy” Łukasza Grassa. Pełna emocji piszę ten wpis. Wszystko układa się po kolei, jak pasujące do siebie części układanki. Nie wiem od czego zacząć, bo będzie to nietypowa recenzja, pełna emocji i pełna prywaty.Książka opowiada historię Jurka Górskiego, narkomana który odbił się od samego dołu i wylądował na szczycie. Wygrał nie tylko jeden z najtrudniejszych biegów świata, ale przede wszystkim wygrał życie. Życie pełne pasji, sukcesów. Jest dowodem na to, że możesz wszystko. Niezależnie jak głęboko w Czarnej Dupie jesteś, to ZAWSZE jest sposób na to by z niej wyjść.

Trzeba tylko działać, natychmiast. Nie za godzinę, nie jutro.

Jurek Górski ćpał 14 lat. Gotował kompot, kradł morfinę z Aptek, mak z pól, lądował w więzieniu, psychiatryku, próbował popełniać samobójstwo. Pewnie, gdyby mu kiedyś ktoś powiedział, w którym miejscu będzie za te kilka lat, nigdy w życiu by w to nie uwierzył. Jasne, miał predyspozycje do wyczynów sportowych, ale gdyby nie jego siła, nigdy w życiu by nie zdołał osiągnąć tego, co  osiągnął.

Czytając tę książkę myślę o sobie. Swoich słabościach, marzeniach. Pokonywaniu siebie i sprawianiu, że będę z siebie dumna.

Jesteś z siebie dumna? Dumny?

Ja jestem. Jak zapewne widzieliście trochę mnie mniej. Nie chwaliłam się tym, że po raz kolejny w moim życiu walczę o szczupłą sylwetkę, bo przecież, jak nie wyjdzie… Na razie spadło jakieś 20 kilo. Jeszcze przede mną długa droga, ale trwam. W święta również była kartka, według której przygotowywałam posiłki. Oczywiście, z chęcią bym sięgnęła po kawałek ciasta, barszcz, czy rybę po grecku. Ale nie sięgnęłam. Po co? Schemat jest dokładnie taki sam, jak w leczeniu uzależnień. Wszystkich.

Ale tu nie tylko chodzi o odchudzanie. Oczywiście bardzo mi zależy, by być zdrową zgrabną kobietą, by móc iść do pierwszego lepszego sklepu i kupić sobie świetne jeansy. Ale chodzi też o wymazanie z pamięci porażek dzieciństwa.

Ośmioletnia dziewczynka, nie potrafiąca przeskoczyć przez kozła, przez skrzynię, ZAWSZE najwolniejsza, nie lubiąca biegać, skakać, grać w dwa ognie, czy siatkówkę. Przeszczęśliwa, gdy ma zwolnienie z wuefu. Znacie taką? Na pewno. To ja.

W liceum wf był dla mnie największą traumą. Już w piątek denerwowałam się, że w poniedziałek miałam wf. Wyczyny na równoważni powodowały, że chciało mi się wymiotować. Jakie wyczyny? Ja nawet na tą równoważnię nie weszłam! Tak potwornie się bałam! Niewłaściwe podejście do takich tchórzy jak ja, zaowocowało totalną blokada przed sportem, jakimkolwiek. Dopiero całkiem niedawno, kilka lat temu zaczęłam ćwiczyć. Najpierw z trenerką, potem z trenerem. Trochę też biegałam. Pamiętam, że przebiegłam swoje pierwsze (i chyba jedyne) w życiu 5 kilometrów. Wbiegłam na molo w Brzeźnie, myśląc, że wygrałam ze światem. Czas oczywiście spacerowy, ale to nie miało znaczenia. 5 kilometrów truchtu nieprzerwanego marszem. To było dla mnie ważne. Wtedy też ładnie schudłam, ale niestety powrót do starych nawyków zaowocował powrotem do starych ciuchów.

Teraz ważę tyle, co 9 lat temu. Na początku ciąży z Mateuszem. Jeszcze trochę i dojdę do wagi ze ślubu, z momentu jak poznałam mojego męża, do wagi, której nigdy nie miałam jako dorosła kobieta. Jestem z siebie naprawdę dumna, ale wiem, że najtrudniejsze dopiero przede mną. Najtrudniejszym będzie utrzymać to, nad czym pracowałam. Czy się uda? Nie wiem. Po prostu nie wiem. Będę z pokorą podchodzić do życia, zdając sobie sprawę, że wilki czekają na każdym kroku…

Wracając do sportu. Marzę o medalu. Marzę o tym, by pobiec w Biegu Niepodległości, zrobić dystans 10 kilometrów i otrzymać medal za SPORT. Ten medal byłby dla mnie tym samym, co dla Jerzego Górskiego medal za zwycięstwo w ultramaratonie. Pamiętam liceum i bieg na 800m w lesie. 800 metrów? Teraz bym tyle przebiegła. A wtedy? Blokada moja kazała mi po 200 metrach zacząć udawać, że mdleję, a 2 koleżanki zatrzymywały się i mnie ratowały. I wszystkie trzy byłyśmy szczęśliwe, że nie musimy dalej biec, jak to nam się wydawało, na tym morderczym dystansie.

Postanowiłam sobie, że jak schudnę, będę biegać. Teraz jeszcze moje stawy by tego nie zniosły. Wybieram siłownię, rowerek, spacery po bieżni i orbitrek.

O moim odchudzaniu oczywiście kilka osób wie. Między innymi cudowna Ania Harłukowicz – Niemczynow, kobieta pełna pozytywnej energii, była trenerka personalna, biegaczka i autorka książki „W maratonie życia”, a wkrótce też książki „Dziewczyna z warkoczami”. Bardzo, bardzo mnie wspiera. Obiecała mi też, że pobiegnie ze mną w tym Biegu Niepodległości. „Boję się, że wbiegnę ostatnia na metę” – powiedziałam. „Nie wbiegniesz ostatnia. Ja wbiegnę za tobą”.

Wiecie ile takie słowa dają siły?

W tym roku Ania biegła w Biegu Niepodległości. Myślała o mnie. Jakiś czas potem dostałam przesyłkę. Medal!!!

Napisała mi, że ona mi go nie daje. Ona mi go pożycza, bym miała motywację do zmian. Napisała, że jak pobiegnę w listopadzie w Biegu Niepodległości, dostanę swój medal, to ten jej oddam.

Medal trzymam w pudełeczku. Myślę o nim. Myślę też o bransoletce z napisem „Zwyciężają ci, którzy wierzą, że mogą zwyciężyć”. Czy ja wierzę? Nie wiem. To proces. Każdego dnia trzeba myśleć, że każda minuta przybliża mnie bliżej celu, który sobie wyznaczyłam. Nie ma tak, że za chwilę, jutro, po świętach. Jest tu i teraz. POTEM, kiedykolwiek będzie to „potem” nie jest dobrym czasem.

Książka „Najlepszy” Łukasza Grassa spowodowała u mnie najróżniejsze przemyślenia.

Myślałam o tym, co już w życiu osiągnęłam. Jestem sobie za to ogromnie wdzięczna.

W czerwcu biegniemy z Anią na 5km w nocnym biegu. To będzie mój osobisty półmaraton. Ale powiem Wam, że już widzę siebie, wbiegającą na metę. Wiem, jak będę ubrana (znalazłam sobie takie świetne legginsy) i wiem, co powiem na mecie. Chyba będzie to niecenzuralne! Ale WIDZĘ TO!

I po przeczytaniu tej książki wiem, że mogę wszystko.

Kto doczytał do końca? Będziecie mnie wspierać? I kibicować? To ważne, ale wiem, że tak naprawdę sukces zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

Koniecznie przeczytajcie tę książkę! I napiszcie, co o tym wszystkim myślicie…

 

Rozwiązanie konkursów urodzinowych

Konkurs z biblioteczką

Torba z „happy endem” oraz książka Alka Rogozińskiego „Lustereczko powiedz przecie” leci do Renaty Bonisławskiej- Sikorskiej

Konkurs z lepiejami

Zestaw: torba oraz książka z wietnamską zakładką i dedykacją leci do Violetty Ewy

Lepiej przeczytać Pensjonat marzeń niż mieć masę dziwnych zdarzeń
Lepiej w Szkole Żon się kochać niż samemu w łóżku szlochać
Lepiej z torba od Witkiewicz niż w sukience Przytakiewicz
Lepiej kupić Szkołę Żon niż mieć na imię Gaston.

Dowolna moja książka z dedykacją poleci do Beaty Głąb

Lepiej Ósmy Cud przeczytać, niż z Hugh Grantem się przywitać.
Lepiej poznać Zamek z piasku, niźli w nudy być potrzasku.
Lepiej czytać Magdę Wu, niż kochanków mieć ze stu.
Lepiej Szkołę żon studiować, niż po kątach tyłek chować.

Konkurs ze Storytel.pl

Kody na 3 miesiące słuchania otrzymują Zosia Filipiuk i Zuzanna Arczyńska:)

Konkurs z wydawnictwem Od deski do deski

Książki oraz zestaw gadżetów otrzymują Izabela Leszczyńska i jej córka:)

Bardzo proszę wszystkich zwycięzców o mail na adres magdalena.witkiewicz@pracowniadobrychmysli.pl wraz z adresem do wysyłki nagród. Proszę koniecznie w temacie maila napisać KONKURS URODZINOWY.

Spotkania autorskie 2017

A miałam mniej jeździć... SPOTKANIA AUTORSKIE w tym roku. Wcisnę jedynie spotkania dla dzieci przed południem w okolicy moich spotkań popołudniowych.

PAŹDZIERNIK
sob. 14 paź koncert Hospicjum
pon. 23 paź 17:00 – 18:00Mielec - spotkanie z Magdaleną Witkiewicz
wt. 24 paź 17:00 – 18:00 Mogielnica - spotkanie z Magdaleną Witkiewicz
śr. 25 paź
10:00 – 11:00 Jodłowa - spotkanie dla dzieci
17:00 – 18:00 Biblioteka w Bukowcu
czw. 26 paź 17:00 – 19:00 Filia 48 Biblioteka Kraków
pt. 27 paź 12:00 – 14:00 Magdalena Witkiewicz na stoisku wydawnictwa Od deski do deski.
sob. 28 paź
Magdalena Witkiewicz na Targach Książki w Krakowie
Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński na Targach Książki 29 paź 16:00 – 19:00 GBP Kęty

LISTOPAD
pon. 6 lis 18:00 – 19:00 Gdańsk - spotkanie z Magdaleną Witkiewicz
wt. 14 lis 10:00 – 13:00 Tczew - spotkanie dla dzieci
16 list 18:00-20:00 Magdalena Witkiewicz i Alek Rogozinski w warszawskim Empiku
sob. 18 lis 16:00 – 18:00 Magdalena Witkiewicz i Aleksander Rogoziński w gdańskim Empiku
wt. 21 lis 19:00 – 21:00 Magdalena Witkiewicz w Legionowie
śr. 22 lis
16:00 – 17:30 MBP Łódź - Widzew
18:00 – 19:30 PBP w Łowiczu
czw. 23 lis
16:00 – 17:00 @BP w Łasku
18:00 – 19:30 BP MiG Działoszyn
pt. 24 lis
16:00 – 17:30 GBP w Witonii
18:00 – 19:00 MBP Łódź-Górna FB nr 10

GRUDZIEŃ
pon. 4 gru 18:00 – 21:00 Teatr Nowy Poznań - spotkanie autorskie

Byle do lata!

„Jesień idzie. Dni coraz krótsze, ptaki przestają śpiewać.”
Tymi słowami obudził mnie kiedyś mój mąż. Nie byłoby w tym kompletnie nic dziwnego, gdyby nie to, że to był czerwiec, a dokładniej czerwcowy poranek, zaraz po najkrótszej nocy w roku.
(a psik!)
Budziło mnie jeszcze słońce i gdyby nie słowa mojego męża, to poranek byłby całkiem udany. 
Mój mąż tym stwierdzeniem wprowadził mnie w iście melancholijny nastrój, ale wtedy pogoda za oknem zapewniała dobry humor! A teraz?
(a psik!)
Teraz siedzę pod kocem w ciepłym dresie i cieszę się, że wyjątkowo nie chrypię. Moja córka chrypi znowu!  (Cały czas jestem wdzięczna losowi, że mogę pracować, siedząc w dresie, za to, że dziecko chrypi – trochę mniej.)
Moja dewiza na każdą jesień to 4 razy K. Kot, koc, kawa i książka. No czasem komputer. Oczywiście chciałoby się poszurać w jesiennych liściach, cieszyć się tą złotą polską jesienią, tylko gdzież ona?
Chyba też leży schowana pod kocem i pije nalewkę ku zdrowotnosci!
(a psik!)

Jakie książki polecacie, by się rozgrzać w jesienny czas? Oprócz „Ósmego cudu świata”, który przeniesie nas do gorącego Wietnamu, do ogrzania polecam również „Pracownię dobrych myśli”. To akurat lektura na jesień i zimę.
Jakie znacie otulacze na jesień?
Książkowe otulacze oczywiście! Piszcie w komentarzach!

Jesienna trasa autorska

Tak jak pisałam już w newsletterze (możesz zapisać się tutaj) jesień zapowiada się podróżniczo. Cieszy mnie to nawet, bo czasem lubię samotnie przemierzać Polskę wzdłuż i wszerz, a tym razem zawitam  aż na Podkarpacie. Storytel zainstalowane w telefonie, więc nudno nie będzie.

Zapraszam na spotkania!

WRZESIEŃ

śr. 13 wrz 17:00 – 18:00 Władysławowo – Hallera 19 Władysławowo
pt. 15 wrz 18:00 – 19:00 Gdańsk – Galeria Baltycka Empik
pt. 22 wrz 18:00 – 19:00 Warszawa Empik Nowy Świat

PAŹDZIERNIK
sob. 14 paź  koncert Hospicjum (podpisywanie książek)
pon. 23 paź 17:00 – 18:00 Bukowiec (data może ulec zmianie, gdyż wolałabym tego dnia Mielec, będę pertraktować:))
wt. 24 paź 17:00 – 18:00 Mogielnica (data może ulec zmianie)
śr. 25 paź 17:00 – 18:00 Mielec (data może ulec zmianie)
czw. 26 paź 17:00 – 18:00 Kraków – Filia 48 Biblioteka Kraków os. Boh. Września 26 31 – 621 Kraków
pt. 27 paź Targi książki Kraków (Wyd. Od deski do deski, szczegóły później)
sob. 28 paź Targi książki Kraków (11.00-13.00 Wyd. Filia, 16.00 Księgarnia Gandalf)
niedz. 29 paź 16:00 – 18:00 Biblioteka w Kętach

LISTOPAD
śr. 22 lis
16:00 – 17:00 MBP Łódź-Widzew
18:00 – 19:00 PBP w Łowiczu
czw. 23 lis
16:00 – 17:00 BP w Łasku
18:00 – 19:00 BP MiG Działoszyn
pt. 24 lis
16:00 – 17:00 GBP w Witonii
18:00 – 19:00 MBP Łódź-Górna FB nr 10

GRUDZIEŃ
pon. 4 gru 18:00 – 19:00 Spotkanie Poznań – Teatr Nowy Jana Henryka Dąbrowskiego 5, 60-838 Poznań, Polska


Aktualne spotkania autorskie zawsze możecie śledzić tutaj. I to z dużym wyprzedzeniem.

Najgorętsze premiery września!

Nie wiem, czy takie wpisy będą cykliczne, ale we wrześniu tyle się dzieje, że muszę się z Wami podzielić lekturami na które czekam! Nawet koniec sierpnia się załapał:)
Kolejność trochę przypadkowa, trochę nie, muszę napisać, że pierwsze miejsce jest zupełnie nieprzypadkowe, bo inaczej będzie foch Aleksandra. No, a jak wiemy, foch Aleksandra byle jakim fochem nie jest!

Wybór zupełnie subiektywny i absolutnie niesponsorowany (no chyba, że Aleksander postawi mi kawę).

Zatem czekam na nową Różę Krull i książkę Alka Rogozińskiego Lustereczko powiedz przecie. Chociaż tym razem mam zamiar posłuchać ją w Storytel.pl, a nie przeczytać. Będzie w sam raz na październikową trasę autorską!

 

 

Wydawnictwo Filia również zapewnia nam fajną rozrywkę na jesień. Krysia, Gabrysia, Agnieszka na pewno nie zawiodą, a Idealne życie Minki Kent kusi opisem, oj kusi. 

 

Kolejna pozycja książkowa to "Oskarżenie" i Remigiusz Mróz, którego nie mogę wciąż przekonać, by "zakochał Chyłkę". Mam małe zaległości, bo nie czytałam jeszcze poprzedniej, ale z pewnością nadrobię. 

Cobena trochę zaniedbałam, ale pamiętam, że na studiach zarywałam noce, czytając go. I potem Sparks. Ach! Kiedy znajdę na to czas?
  

 

 


Wstydliwie przyznam, że uwielbiam takie książki. Cały czas się łudzę, że wystarczy je kupić, by mieć nieskazitelny porządek. Niestety nie. Nawet nie wystarczy przeczytać. Może uda mi się wdrożyć chociaż część rad i mądrości;)

Zawsze gdy wracam po wakacjach, mam tyle planów...

 

 

 


 

Uwielbiam książki Thorwalda. Pamiętacie, co miał na półce Szymon w książce "Czereśnie zawsze muszą być dwie"? Z przyjemnością się zagłębie w medyczne tajemnice dawnych czasów. I na koniec Hashimoto. Czyli coś, co mnie dotyczy od ponad 10 lat. O Izabeli Wentz słyszałam i wiem, że warto przeczytać, co ma do powiedzenia. Czyli grozi mi bankructwo! 

 

 

Na koniec debiut - Ania Krzyczkowska. Cudowna wrażliwość i piękny język. Warto zwrócić uwagę na to nazwisko! (Premiera 25.09 wyd. Szara Godzina)

Jeszcze będę dopisywać sukcesywnie inne propozycje. Myślę, że czas zainwestować w nowego Kindle, gdyż stary pęka już w szwach! (Gdzie Kindle ma szwy?)

A na co Wy czekacie?