aktualności

No waste, czyli za dużo wszystkiego.

Ja mam w dedlajnie kolejne przemyślenia. I chciałabym się dowiedzieć, jak Wy sobie z tym radzicie. Bo ja – cóż. Średnio. Ale się staram!
Zaczęło się wszystko od fiolek i buteleczek. Tych na wannie. Otóż przestraszyła mnie ilość zaczętych szamponów, mydeł, balsamów do ciała i innych różnych rzeczy, które kiedyś kupiłam z zamiarem zużycia i bycia piękną, a które stały w głębokim zapomnieniu.
I postanowiłam sobie jakiś miesiąc temu, że nie kupię żadnego kosmetyku, dopóki nie zużyję starych. No staram się z grubsza patrzeć na daty ważności 🙂
I powiem Wam, że naprawdę przez miesiąc nie kupiłam nic, jeżeli chodzi o kosmetyki, środki do prania i chemię do czyszczenia. A zaczęłam nieco zużywać. Owszem, brakuje mi już niektórych rzeczy, wtedy dziwnym trafem okazuje się, że niezaczęta butelka stoi w szafie, albo w szufladzie mam kilka próbek. Mówię Wam, zapasów na trzy lata…
Proszek wykańczam stary (oczywiście wolę kapsułki, ale się zawzięłam), pasty do zębów rozpoczęte cztery wykańczam, szampony, mydła i naprawdę mam olbrzymią satysfakcję, jak wyrzucę kolejną pustą butelkę, a na tej mojej wannie jest coraz więcej miejsca.

Kolejna rzecz to jedzenie. O matko. Aż się wstydzę przyznać, że zdarza mi się wyrzucać jedzenie. Jakoś ostatnio właśnie moje myśli krążą wokół tej całej filozofii „no waste”, ale jeszcze nie umiem sobie z tym poradzić. Przeczytałam ostatnio w internecie, że tylko w Polsce 9 mln ton jedzenia każdego roku ląduje na śmietniku. Nawet 4 miliony Polaków przyznają się do wyrzucania jedzenia każdego dnia. Aż trzy razy więcej osób robi to przynajmniej raz w tygodniu. A ile osób się nie przyznaje? Statystycznie w koszu czteroosobowej rodziny ląduje 200 zł. Miesięcznie to 2400. Jakieś wakacje już by można za to zorganizować, a ile książek kupić?

Jak sobie poradzić z tym, by nic nie wyrzucać? Ja sama zrobiłam ostatnio porządki w kuchennych szafkach i niestety było sporo rzeczy przeterminowanych. Znalazłam też zapasy. Zapasy, jakby mnie zamknęli w domu na miesiąc. Chociaż w dobie zakupów spożywczych internetowych to nie byłby problem… Z orzechowych zapasów zrobiłam jednego dnia ciasto, a drugiego muffinki, a trzeciego kokosanki z żelaznych zapasów wiórków kokosowych. (Po co mi 4 wielkie paczki wiórków???)
Z zamrażarki wyjęłam ryby. Chyba 3 różne gatunki, zrobiłam z nich improwizację na temat ryby po grecku.
Jak sobie radzicie z planowaniem jedzenia? Siadacie jednego dnia, w sobotę i planujecie co będzie na obiad w poszczególne dni? Czy na żywioł?

Dlaczego nikt w szkole nas nie uczy organizacji życia domowego? Takie przystosowanie do życia w rodzinie byłoby całkiem niezłe. Ja wiem, tego powinniśmy się nauczyć w domu, ale ja niestety nigdy nie zwracałam uwagi, jak robi to moja mama. Ona potrafiła ugotować zupę z niczego i z niczego ugnieść najlepsze ciasto na świecie. I zawsze wystarczało tego jedzenia dla naszej rodziny i ewentualnych niespodziewanych gości. Miała zapasy, owszem, ale ileż można mieć zapasów w dwupokojowym mieszkaniu?

Woreczki z firanki maruna.pl

Poza tym reklamówki. Reklamówki, torby, worki foliowe, torebeczki. Mam wrażenie, że zajmuje to wszystko połowę mojej kuchni. Od miesiąca mam żelazną zasadę, że nie kupuję reklamówek. Nie biorę ich ze sklepu. Zawsze mam swoją torbę, albo koszyk, albo jedną z tych stu reklamówek, które wiszą w kuchni. Macie pomysł na wykorzystanie tychże?
Dzisiaj koleżanka na facebooku pokazała woreczek z firanki, który zabiera do sklepu, by zapakować w nie pieczywo. Może to też sposób? Widziałam też takie woreczki na warzywa, tak, te warzywa, które sprzedają nam w sklepie, uprzednio zapakowane do małych foliowych woreczków. Jednak u mnie to chyba nie jest jeszcze ten etap, ale kto wie?

Tu możesz poczytać o woreczkach. 

Tutaj jest instrukcja obsługi szycia woreczków.

Zawsze patrzyłam z przymrużeniem oka na modę minimalizmu, która kilka lat temu zapanowała w Polsce, jednak z biegiem czasu mam wrażenie, że zarastam w rzeczy, które zupełnie są mi niepotrzebne. Owszem ładne, ale kompletnie nieprzydatne. I nawet nie cieszą już oka.

Zobaczcie ile książek napisano o minimalizmie!

I nawet książki. Książki, które mam na półce są też w ebookach, mam je na czytniku, a w większości są też w abonamencie Legimi. Całe szczęście, że mama moja ma duży dom i wielką bibliotekę, przetransportuje je do niej…

Co robicie z rzeczami, które są jeszcze w dobrym stanie, całkiem ładne, ale Wam już się znudziły? I naprawdę, naprawdę potrzebujecie zmian?
Ja kupiłam sobie nowy mikser, bo ten w moim domku letniskowym się popsuł. Mikser o którym marzyłam od lat.

I z biegiem czasu dochodzę do wniosku, że lepiej mieć jest jedną rzecz, ale bardzo dobrą, niż wiele takich z których nie jestem do końca zadowolona. To tak jak z przyjaciółmi. Fajnie, gdy jest jeden, ale najlepszy.

Idę teraz sprzątać garderobę. Włóczki i tkaniny. Na szczęście Przyjaciółka potrzebuje włóczki i tkaniny do terapii zajęciowej w domu opieki dla starszych osób. To oddam to, co niepotrzebne. Zastawa stołowa leci do rodziny, której się spalił dom, dam też kilka obrusów i pościel z Kubusiem Puchatkiem, bo przecież moje dzieci na Kubusia już są za dorosłe;)

No i widzicie, takie przemyślenia. Na gazie rosół, bo mam w szafce milion paczek makaronów, a potem będzie krem z buraków. Gdyż buraki kupiłam juz dawno temu i jeszcze ich nie wykorzystałam.
Jeżeli macie jakąś receptę na to, o czym piszę, koniecznie się nią podzielcie. A ja idę do garderoby. Włączę sobie jakiegoś audiobooka i zobaczę, jakie skarby kryje moja garderoba. A kryje z pewnością! (miałam to zrobić wczoraj, ale nie dałam rady!)
Z ubraniami jeszcze nie robię porządku. Jakoś nie mam na razie do tego melodii. No bez przesady:)

I jeszcze jedno. Kolega mi opowiedział o projekcie, który rusza już niedługo w związku z marnowaniem jedzenia w restauracjach. Popieram!

Artykuł ten jest zaczerpnięty z newslettera z wyłącznie dobrymi wiadomościami. Będzie mi miło, gdy się zapiszesz!

Jeszcze jako bonus chciałam przytoczyć list Magdy (za jej przyzwoleniem).

U mnie zaczęło się podobnie 😉 Też od butelek, niezużytych kremów pokrytych warstwą kurzu…. Wtedy też – podobnie jak i Ty zorientowałam się, że utonęłam w reklamówkach, zapasach, przeterminowanych przyprawach, książkach do których już nie wracam, albo których w ogóle nie przeczytałam….
Przypomniałam sobie o starej książce, która nauczyła mnie jak wkraczać w dorosłość, a na którą kiedyś – jeszcze jako nastolatka natknęłam się przypadkiem w bibliotece.Nie pamiętałam jednak autora, tytułu już tym bardziej nie…Ale mam przyjaciółkę. Wiekową. Taką po 60 – i tak – to jest najlepsze towarzystwo dla 30-latki…. Gabi jest cudowna, bardzo zorganizowana i na swojej 30- metrowej kawalerce ma cudownie zorganizowaną przestrzeń, o której ja w tamtej chwili mogłam pomarzyć na swoich 60 metrach…
Dostałam od niej tę książkę:

Nie jest to ta sprzed lat, ale również bardzo fajna… Podręcznik dla szkół zasadniczych i średnich rolniczych… Czyli kiedyś chyba jednak w szkołach tego uczyli 😉 W ogóle szkoła kiedyś a szkoła dziś to ogromna przepaść pedagogiczna…
Jednorazówki zużyłam jako worki na plastikowe śmieci. Zaopatrzyłam się w materiałowe torby, których zawsze noszę w torebce dwie, na wypadek gdyby po zakupach nie chciało mi się jej odłożyć z powrotem do torebki mam wtedy drugą zapasową 😉 Czasem zdarza się jednak, że i taka jednorazowa jednak się pojawi – wyrzucam od razu bez sentymentu do plastikowych śmieci…
Kosmetyki przesegregowałam i porozdawałam. Też zapewne masz za dużo nieotwartych pudrów, szminek, szamponów, farb do włosów, z których możesz zrobić piękną paczkę dla przyjaciółki…
Podobnie pozbyłam się niepotrzebnych durnostojek i nienoszonych już ubrań… Ja miałam więcej miejsca, przyjaciele szczęśliwi… Dziś ozdobą u mnie w domu są okazjonalnie – jarzębina w wazonie, bez, szyszki, żołędzie i kasztany w szklanych miseczkach, kolorowe jesienne liście, dynie, wrzosy… Naturalnie i pięknie, i możesz to potem wrzucić do wiaderka z odpadami bio…
Zupę gotuję w 5L garze, zjadamy ile chcemy, resztę pakuję w słoiki i chowam w lodówkę. Kotletów też robię zawsze więcej i mrożę – z czasem masz szybkie obiadki, kiedy wpadasz głodna do domu i nie masz nic na obiad…
W tym roku urzędowałam na działce z Gabi – poprosiła o pomoc bo już sama nie dawała rady… i ostatnio – robiąc zakupy na święta – okazało się, że… nie potrzebuję przypraw! Mam z działki czosnek, zamrożony szczypior, pietruszkę i koper, zasuszoną ostrą papryczkę i nawet grzyby z tegorocznych zbiorów… Cebulę trzymam w piwnicy – zawsze kupuję w workach, podobnie jak i ziemniaki…. Wystarczy po drodze z pracy wziąć z piwnicy…
Książki oddałam do biblioteki, i ustaliłam żelazną zasadę, że nie kupię ani jednej książki do której wiem, że już nie wrócę. Książki jednak mają to do siebie, że i dostaje je okazjonalnie od przyjaciół – znów zapełniła mi się specjalnie utworzona na ten cel półka na regale z książkami „Do oddania”, ale ostatnio szwagierka uświadomiła mnie, że istnieją na faceboku grupy w stylu „Sprzedaż, wymiana książek” – zapisałam się chyba do trzech – postanowiłam, że w przyszłym roku sprzedam, bądź wymienię na inne… Na te sprzedane – mam ustawioną skarbonkę, z której pieniądze przeznaczę na rzeczy do mojego własnego ogrodu – tak, zaraziłam się od Gabi i kupiłam działkę po tym jak zobaczyłam, że moje półki w piwnicy uginają się od pysznych zdrowych soków, ogórków, dżemów, powideł, marynowanych grzybków a nawet sezonowego leczo !
Tutaj też z pomocą przyszły grupy, tym razem ogrodowe – sprzedaż/wymiana nasion, bo po co płacić za coś co ktoś chętnie wymieni na coś z Twojej własnej działki?
Włóczka… Mam tylko jedno pudełko. Z aktualnymi kolorami na kolorowy zimowy szalik na szyję i szal zamiast koca na zimowe wieczory z książką… Kolejna żelazna zasada- nie kupuję nowych dopóki nie skończę aktualnego projektu. Z resztek robię kwadraty, które potem łączę i przerabiam na narzutę – piękna ozdoba kanapy ! Moja ciocia wyczarowuje jeszcze z resztek pokrowce na poduszki i ozdoby na okna.
W przyszłym roku malutki schowek w moim domu zostanie przerobiony na spiżarnię, w której staną – zgodnie z wyliczeniami potrzebowymi – ręczniki papierowe, papier toaletowy, środki higieniczne, płyny do naczyń, tabletki do zmywarki, odkamieniacz do ekspresu, a w osobnych oczywiście szafkach – kasze, makaron, ryże, takie produkty suche. Usiadłam, wyliczyłam ile zużywamy miesięcznie tych rzeczy, pomnożyłam przez 10 ( nie wszystko zużyjesz w miesiąc) i postanowiłam zakupić w styczniu – chemię w hurtowni bo taniej, produkty suche tuz po świętach na promocji – to są rzeczy z długimi terminami ważności często zamawiane przez sklepy z nastawieniem na zakupowy szał. A potem się okazuje, że przesadzili i wyprzedają – warto to wykorzystać…
Przy moim biurku stanął regał biurowy – posegregowane dokumenty powpinałam w opisane segregatory. Fajnie jest nie tonąć już w papierach i nie kopać jak kret w poszukiwaniu jednego ważnego papierka tylko podejść do biurka znaleźć odpowiedni segregator, wyjąć z niego teczkę z odpowiednim opisem i wyciągnąć ten ważny papierek w mniej niż 2 minuty…
Przede mną długa jeszcze droga, ale w tym momencie, moje życie jest tak dobrze zorganizowane, że odżywiam się lepiej, mam dla siebie więcej czasu i jestem – najzwyczajniej w świecie- szczęśliwa…
Warto odgruzować swoje życie 😉 Trzymaj się założonych przez siebie planów i nie wahaj się przed wyrzuceniem czy oddaniem – zrób miejsce dla siebie i pozwól by zamiast rzeczy zamieszkał w Twoim domu spokój i szczęście 😉
Pozdrawiam serdecznie i – dziękując za „Czereśnie” – moją inspirację i odstresowywacz, życzę spokojnych i serdecznych świąt 🙂
Magdalena Siembida.

Biblioterapia

Dzielę się z Wami artykułem. Tak sobie myślę, że to jestem cała ja. Ten kierunek, w którym chcę podążać. <3

Lekarka ludzkich dusz czyli terapeutyczna moc książek Magdaleny Witkiewicz.

 Co nam daje czytanie? Jak to jest, że spisane, a potem czytane słowa wywołują tyle emocji? I dlaczego tak tęsknimy za kolejnymi książkami ulubionego autora? Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad terapeutyczną rolą książek?

Magdalena Witkiewicz nazywana jest mistrzynią szczęśliwych zakończeń, lekarką ludzkich dusz. Nie bez powodu: jej książki mają moc terapeutyczną, o czym ciągle mówią i piszą czytelniczki.

Autorka ma niezwykłą zdolność pisania o sprawach trudnych i poważnych w lekki sposób. Daje się poznać jako wrażliwa osoba, ale i przyjaciółka z sąsiedztwa. Po lekturze jej książek mamy ochotę przytulić wszystkich bliskich i rozmawiać, długo rozmawiać, o bohaterach, którzy są tacy jak my.

Marzena Grochowska, coach i trener biznesu, już dawno dostrzegła terapeutyczną moc powieści Witkiewicz: Kiedy po raz pierwszy miałam kontakt z literaturą Magdaleny Witkiewicz, a był to „Milaczek”, pomyślałam sobie: cóż za radosna książka, przy której tak szybko odpoczęłam, uspokoiłam swoje wnętrze i naładowałam się pozytywną energią. Przy każdej kolejnej odkrywałam siebie na tysiące sposobów i byłam pewna, że ta książka jest o mnie i o moim życiu.  „W Cześć co słychać” miałam już pewność, że książki  Magdaleny mają moc terapeutyczną, są swoistą terapią dla duszy.

Biblioterapia, bo tak nazywa się ten proces, to leczenie słowem, swoisty dział psychologii czytelnictwa.To ukierunkowany rodzaj poradnictwa terapeutycznego w dziedzinach takich jak medycyna, psychologia, psychiatria, pedagogika czy socjologia. To również poradnik w rozwiązywaniu problemów życiowych.  W każdym z tych terapeutycznych przekazów zawsze chodzi o to, aby pomogły czytelnikowi zrozumieć sytuację czy też kontekst, w którym się aktualnie znajduje. Aby dały wsparcie i nadzieję oraz porządkowały życiowy chaos. Celem biblioterapii jest pokonywanie psychicznej izolacji, uczenie sztuki mówienia o własnych potrzebach, ukazywanie właściwej postawy moralnej w obliczu życiowych zawirowań czy  ludzkiego cierpienia.

Książki mają regenerować system nerwowy i psychikę człowieka– opowiada Marzena Grochowska – Książka, aby mogła stać się biblioterapeutą  musi spełniać kilka kluczowych funkcji. W pierwszej kolejności ma dostarczać nowych doświadczeń o otaczającym świecie i ma wyznaczać nową jakość życia, co zabezpiecza jej funkcja katartyczna. Ma inspirować do zmiany zachowań, czyli spełniać funkcje wychowawczą, ma rozwiązywać niektóre zadania życiowe, czyli zabezpieczać funkcję utylitarną. Ma również przekonać czytelnika do wglądu w siebie, poszukiwań informacji o swoim stanie wewnętrznym. Książka ma kształcić umiejętności wyrażania siebie i uwrażliwiać na konkretne problemy. Tym samym  mamy posiąść wiedzę radzenia sobie z życiowymi problemami.  Niezwykle istotna jest również funkcja ludyczna, dzięki której czytelnik relaksuje się i nabiera wiatru w żagle.

Magdalena Witkiewicz pisze o życiu i o życiowych problemach, które dotyczą każdego z nas.Historie zawarte w jej powieściach napisało samo życie. Najpiękniejsze jest to, że czytelnik szybko odnajduje się w bohaterze i szybko się z nim identyfikuje. Pomiędzy wersami pięknej opowieści odbywa się terapia, której czytelnik nawet nie jest świadom. Przestaje czuć się samotny, pozostawiony ze swoim problemem. Ma przestrzeń, aby o swoim życiu pomyśleć inaczej, ale i poczucie wsparcia i świadomość, że nie jest sam.

Magdalena Witkiewicz  w swoich powieściach w niezwykle delikatny sposób porusza bardzo ważne kwestie. Pisze o sprawach trudnych, chorobach, śmierci, zdradach, braku pewności siebie i wiary we własne możliwości. Opowiada o relacjach, bólu, rozczarowaniach, o samotności czy trudach macierzyństwa. Ta autorka ma absolutnie terapeutyczne wyczucie jak przedstawić problem i jak poprowadzić czytelnika do miejsca, gdzie czeka na niego nadzieja. Autorka  wzrusza do łez i rozśmiesza, potem przytula czytelnika i okrywa niewidzialnym kocem po to, aby na końcu metaforycznie powiedzieć: dasz radę. Co najważniejsze, zakończenia jej powieści to swoisty bilet do lepszego życia. Ono  zawsze jest bezpieczne, wspierające i motywujące do działania.

Powieści polecane przez Polskie Towarzystwo Biblioterapeutyczne (Projekt „Wyspy” koordynowany przez Magdalenę Prokopowicz)

  • Opowieść niewiernej (brak miłości w małżeństwie, zdrada, pracoholizm),
  • Zamek z piasku (relacje damsko-męskie, zdrada),
  • Cześć, co słychać? (aborcja, zdrada),
  • Pierwsza na liście (choroba nowotworowa, też przyjaźń),
  • Po prostu bądź (miłość, strata bliskiej osoby, niespełnienie oczekiwań rodziców)
  • Czereśnie zawsze muszą być dwie (tutaj też strata bliskiej osoby, miłość, relacje)

 

 

Marzenia się spełniają!

Jutro idę spełnić jedno z moich marzeń. Zagram w filmie! Oczywiście nie będzie to rola główna, co więcej w ogóle nie mam pojęcia, czy kamera mnie „złapie”, a nawet jeżeli „złapie”, to czy potem ten kadr nie zostanie wycięty. Tego nie wiem. Ale idę rano na plan filmowy i będę grała „elitę trójmiejskiego świata”.

Powiem Wam, że się tak cieszę, że chyba nie będę mogła spać dzisiaj całą noc!
Jako mała dziewczynka bardzo chciałam być aktorką. Nie miałam problemów z występowaniem na scenie, z deklamowaniem wierszy. Zawsze byłam otwarta i nie bałam się. Wydawało mi się jednak, że „bycie aktorką” jest czymś tak bardzo nierealnym. Przecież aktorem nie może zostać zwykła Magda z Gdańska. Dokładnie tak samo myślałam, na temat bycia pisarką.

Zobaczcie, jakie myślenie ludzie mają zakorzenione głęboko w swoich głowach. „Jestem zbyt mało doskonała, by być aktorką, pisarką, prezydentem”. Bzdura! Każdy może być tym, kim chce zostać. Jeżeli ma predyspozycje i jeżeli nie zmarnuje swojego potencjału.

Tata zawsze opowiadał mi przypowieść o talentach. Pewnie znacie.

Człowiek wyruszał w podróż i wezwał do siebie swoje sługi, by każdemu dać talenty. Jeden dostał pięć talentów, drugi – dwa, trzeci natomiast jeden. Ten, który otrzymał najwięcej, zainwestował i pomnożył majątek. Podobnie postąpił drugi sługa. Jednak trzeci rozkopał ziemię i schował jeden talent. Po przyjeździe pan ucieszył się słysząc, że dwaj słudzy pomnożyli jego pieniądze. Wyrzucił natomiast tego, który nie zainwestował talentów, ponieważ uznał, że ten zmarnował okazję.

Oczywiście w biblijnej przypowieści chodzi o pieniądze. Ale talent talentem. 🙂

Ile naszych talentów chowamy głęboko, nie rozwijamy ich? Bo nie mamy czasu, bo jesteśmy zbyt zwyczajni, by być aktorką, piosenkarką, artystą!

Zawsze w swoich książkach podkreślam to, że trzeba marzyć, ale też to, że marzenia możemy sami spełniać. Wystarczy zrobić pierwszy krok, a już jesteśmy bliżej do celu.

Ale wiecie, marzenia też trzeba jasno precyzować:)

Kiedyś napisałam na Facebooku, że chciałabym zagrać w filmie. Napisałam tylko tyle. Natychmiast zgłosiły się do mnie cudowne dziewczyny, Magda Karel i Grażyna Kopeć, które robiły film dokumentalny o kobietach. Zaproponowały mi udział. Cudownie, oczywiście zgłosiłam się, ale wiecie, nie do końca o to mi chodziło:)

Chciałam zagrać w filmie fabularnym!

Zatem teraz precyzowałam jasno swoje marzenie:

Chcę zagrać w filmie fabularnym, UBRANA.

Bo nigdy nic nie wiadomo, mógłby mi ktoś zaproponować rolę podstarzałej striptizerki. Na to bym chyba się nie zgodziła. (O matko! Napisałam „chyba”). Nigdy nie wiadomo:)

Jutro w Gdańsku kręcony jest film Raz jeszcze raz i się załapałam do statystowania;) Cieszę się niezmiernie!

Co lepsze idzie tam wielu moich znajomych z różnych etapów mojego życia. Ze studiów, z pracy, czytelniczki. Opowiem Wam, jak było. A jak mi pozwolą – wrzucę kilka instastories. 🙂

Marzenia się spełniają! Nie rezygnuj!

I nigdy nie jesteś zbyt zwyczajna/zwyczajny, by robić to o czym marzysz!

 

 

Kaszubski Jet lag

O matko. To, co ja teraz czuję, to klasyczny Jet lag. A zawsze dziwiłam się Marzence, że ona się tak źle czuje, jak powraca z dalekich stron.

Co to Jet lag?

Mniej naukowo, znaczy to, że po dalekiej podróży nie możesz do siebie dojść, bo czujesz się jak kupa. Ot po prostu. Bardziej naukowa definicja poniżej:

Jet lag wywoływany jest przez zaburzenia homeostazy organizmu występujące podczas podróży. Jet lag przejawia się zaburzeniem procesów fizjologicznych zależnych od rytmu okołodobowego oraz zależnych od zmiany dobowego rytmu wydzielania hormonów, przede wszystkim „hormonu snu” – melatoniny i kortyzolu. (źródło)

U mnie się chyba wszystko zaburzyło. Ja się też źle czuję. Bardzo. Pewnie dziwisz się, co ta Witkiewicz wypisuje, wróciła z Kaszub i ma Jet lag. O tym za chwilę:)

Ja wiem tyle, że wysłałam dzieci do szkoły i mam wrażenie, że mam niemal wszystkie klasyczne objawy tego ustrojstwa.

  • niemożność skupienia uwagi,
  • zmęczenie
  • zaburzenia apetytu i zaburzenia żołądkowo-jelitowe,
  • złe samopoczucie
  • dezorientacja,
  • senność,
  • ból głowy

Powróciłam z Kaszub, ale czuję się jakbym podróżowała daleko. Na wschód. Bo na wschód podobno jest gorzej.
Taki pourlopowy stan naprawdę jest dokładnie tym samym, co jet lag spowodowany zmianą czasu. Bo u mnie, moi drodzy czas również się zmienił. O 6.30 dzwoni budzik. Przez całe wakacje budzik dzwonił sporadycznie, albo wcale.

Nawet muszę się Wam przyznać, że kiedyś mój syn umówił się z kolegą na 11, nastawiłam budzik na 10, by syn się nie spóźnił. Gdy się chodzi spać o 3 w nocy, to ten zegar biologiczny się bardzo przesuwa. Przecież ja się czuję tak, jakbym wróciła ze strefy czasowej przesuniętej o 4 godziny? To dokładnie tak, jakbym była na Barbadosie, albo na Wyspach Dziewiczych.

Moi drodzy, czy gdybyście wrócili z Wysp Dziewiczych, nie bylibyście zmęczeni? Albo z Brazylii, czy innej Gwadelupy? Z pewnością byście padali ze zmęczenia!

Poszlibyście po prostu spać, wzdychając, że macie jet lag.

Ja też mam jet lag. Kaszubski. Mój własny prywatny kaszubski jet lag. Popatrzcie na rysunek obok. Przecież godzina, o której wstaję teraz, była w wakacje środkiem nocy!

Cóż robić? Jak żyć? Jak spać i jak nie spać? Jak się przełączyć z trybu „wakacje” na tryb „szkoła”? PSTRYK!

Naprawdę rozkręcam się dopiero po jedenastej, kiedy to w wakacje budziłam się do życia.

Rano nie mogę zrobić nic. A co radzą specjaliści?

Poszperałam w necie i wiem tyle, że trzeba to przetrwać. Że po kilku dniach organizm sam powinien się dostosować do zmian. Tylko tak sobie myślę, że trzeba być konsekwentnym i nie fundować już rewolucji naszemu organizmowi. Obawiam się, że znaczy to, iż w weekend powinniśmy również iść spać o 23, a wstać o 6 rano. Bo inaczej nasz organizm stwierdzi, że znowu podróżujemy i w poniedziałek będziemy mieli kolejny kryzys. Na razie zapisałam się do grupy na Facebooku Ranne Ptaki i zamierzam słowa wprowadzać w czyn. Pierwszy tydzień będzie ciężki, ale podejmę wyzwanie.

PLAN:

  1. Chodzić spać przed 24
  2. Nie ucinać sobie drzemek porannych, popołudniowych i wieczornych
  3. Wstawać od razu, gdy zadzwoni budzik (a nie ustawiać sobie milion drzemek)

Nie wyczerpałam tematu. Dużo czytam o tym, bo czuję, że usystematyzowanie mojego snu pomogłoby mi bardzo w życiu. Zarówno tym zawodowym, jak i rodzinnym. Obiecuję, że się z Wami podzielę tą wiedzą, jak również pokażę książki, które pomogły mi tę wiedzę zgłębić, a jest ich całkiem sporo!

I pamiętajcie. Nie czytajcie do trzeciej w nocy. Bo potem mogą być te same objawy:) Ale jak wiemy, czasem w książkach zagina się czasoprzestrzeń i tam zupełnie inaczej płynie czas. Gdy za długo będziecie czytać, to jet lag książkowy murowany:)

 

 

 

 

 

2017

To dobry rok. Nie piszę „był”, bo jeszcze wciąż trwa.

Pod koniec każdego roku dziękuję za ten miniony. I proszę, by kolejny był przynajmniej tak samo cudowny, jak ten, co się właśnie kończy. I jest. Ten był najlepszy. I rodzinnie i zawodowo.

Jedenasty rok mojego małżeństwa okazał się najlepszym ze wszystkich, dziesiąty rok mojego pisania okazał się najlepszy ze wszystkich lat. Czy może być lepiej? Nie wiem. Marzę, by było tak, jak dotychczas.

Czasem w wywiadach jestem pytana o to, jakie mam marzenia. I ja od pewnego czasu odpowiadam tak samo. Marzę o tym, by życie przypominało nudny film, lub nudną książkę. By było przewidywalne, bez wartkich zmian akcji. Bez scen zapierających dech w piersiach. By było, jak dotychczas i się nic nie zmieniało. Byśmy wspólnie, rodzinnie kiedyś dotrwali do tego happy endu. Byle nie za szybko:)

W tym roku napisałam książkę, która sprzedała się w pół roku w ponad 40000 egzemplarzach. Gdy pomyślę ile ludzi czytało moje „Czereśnie”, przez ile rąk one przeszły – nie wierzę. Ale z pełną świadomością mogę powiedzieć, że to jest bardzo dobra książka. Moim zdaniem moja najlepsza.

„Pudełko z marzeniami” napisane wspólnie z moim przyjacielem Alkiem Rogozińskim goni tą sprzedaż:) I najważniejsze jest to, że się nie pokłóciliśmy ani razu i nawet nie było temu blisko.

Ukazała się również kolekcja moich książek, dodawanych do gazety.

W tym roku również ukazało się wznowienie moich książek dla dzieci. Lilka i spółka, Lilka i wielka afera. Trzy dodruki, świetne recenzje spowodowały, że drugie wydanie tych książek sprzedało się trzy razy lepiej niż wydanie pierwsze.

Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję!

Wydano również 8 cud świata, książkę, w której opisuję swoje oczarowanie Wietnamem.

Znalazłyśmy z Marzeną Grochowską wydawcę dla naszej „Czarnej Dupy” – co też mnie bardzo cieszy. W ogóle los na mojej drodze w tym roku postawił bardzo fajnych ludzi. O tych, którzy próbowali przeszkodzić w moim szczęściu, konsekwentnie nie pamiętam i konsekwentnie są gdzieś obok, ale nie dostrzegam ich.

Uruchomiłam sklep internetowy i kupiłam RÓŻOWĄ kasę fiskalną:)

Schudłam 20 kilo. Ostatni raz tyle ważyłam na początku ciąży z moim synem. I trwam. Przez cały czas mojej diety nie wyłamałam się ani razu. Na diecie przeżyłam wesele, wyjazdy, targi w Krakowie i święta. Również ćwiczę. Jestem z siebie dumna! Oczywiście długa droga przede mną, ale trwam! I życzę sobie, aby w nowym roku zapał mi wystarczył na co najmniej drugie tyle;)

To dobry rok. Żegnam się z nim jak ze starym Przyjacielem. A o nowy rok zatroszczę się, jak o nowego członka rodziny.

Życzę Wam SZCZĘŚCIA, moi drodzy. Aby ten nowy rok był lepszy niż ten, co właśnie mija, ale trochę gorszy, niż kolejny!

Byście realizowali swoje pragnienia, otaczali się tylko ludźmi, którzy Wam dobrze życzą. Byście umieli wybierać słuszne życiowe ścieżki. Dziękuję, że Jesteście!!!

AJLAWJU!

„Najlepszy” Łukasz Grass – życiowe przemyślenia

Właśnie skończyłam czytać książkę „Najlepszy” Łukasza Grassa. Pełna emocji piszę ten wpis. Wszystko układa się po kolei, jak pasujące do siebie części układanki. Nie wiem od czego zacząć, bo będzie to nietypowa recenzja, pełna emocji i pełna prywaty.Książka opowiada historię Jurka Górskiego, narkomana który odbił się od samego dołu i wylądował na szczycie. Wygrał nie tylko jeden z najtrudniejszych biegów świata, ale przede wszystkim wygrał życie. Życie pełne pasji, sukcesów. Jest dowodem na to, że możesz wszystko. Niezależnie jak głęboko w Czarnej Dupie jesteś, to ZAWSZE jest sposób na to by z niej wyjść.

Trzeba tylko działać, natychmiast. Nie za godzinę, nie jutro.

Jurek Górski ćpał 14 lat. Gotował kompot, kradł morfinę z Aptek, mak z pól, lądował w więzieniu, psychiatryku, próbował popełniać samobójstwo. Pewnie, gdyby mu kiedyś ktoś powiedział, w którym miejscu będzie za te kilka lat, nigdy w życiu by w to nie uwierzył. Jasne, miał predyspozycje do wyczynów sportowych, ale gdyby nie jego siła, nigdy w życiu by nie zdołał osiągnąć tego, co  osiągnął.

Czytając tę książkę myślę o sobie. Swoich słabościach, marzeniach. Pokonywaniu siebie i sprawianiu, że będę z siebie dumna.

Jesteś z siebie dumna? Dumny?

Ja jestem. Jak zapewne widzieliście trochę mnie mniej. Nie chwaliłam się tym, że po raz kolejny w moim życiu walczę o szczupłą sylwetkę, bo przecież, jak nie wyjdzie… Na razie spadło jakieś 20 kilo. Jeszcze przede mną długa droga, ale trwam. W święta również była kartka, według której przygotowywałam posiłki. Oczywiście, z chęcią bym sięgnęła po kawałek ciasta, barszcz, czy rybę po grecku. Ale nie sięgnęłam. Po co? Schemat jest dokładnie taki sam, jak w leczeniu uzależnień. Wszystkich.

Ale tu nie tylko chodzi o odchudzanie. Oczywiście bardzo mi zależy, by być zdrową zgrabną kobietą, by móc iść do pierwszego lepszego sklepu i kupić sobie świetne jeansy. Ale chodzi też o wymazanie z pamięci porażek dzieciństwa.

Ośmioletnia dziewczynka, nie potrafiąca przeskoczyć przez kozła, przez skrzynię, ZAWSZE najwolniejsza, nie lubiąca biegać, skakać, grać w dwa ognie, czy siatkówkę. Przeszczęśliwa, gdy ma zwolnienie z wuefu. Znacie taką? Na pewno. To ja.

W liceum wf był dla mnie największą traumą. Już w piątek denerwowałam się, że w poniedziałek miałam wf. Wyczyny na równoważni powodowały, że chciało mi się wymiotować. Jakie wyczyny? Ja nawet na tą równoważnię nie weszłam! Tak potwornie się bałam! Niewłaściwe podejście do takich tchórzy jak ja, zaowocowało totalną blokada przed sportem, jakimkolwiek. Dopiero całkiem niedawno, kilka lat temu zaczęłam ćwiczyć. Najpierw z trenerką, potem z trenerem. Trochę też biegałam. Pamiętam, że przebiegłam swoje pierwsze (i chyba jedyne) w życiu 5 kilometrów. Wbiegłam na molo w Brzeźnie, myśląc, że wygrałam ze światem. Czas oczywiście spacerowy, ale to nie miało znaczenia. 5 kilometrów truchtu nieprzerwanego marszem. To było dla mnie ważne. Wtedy też ładnie schudłam, ale niestety powrót do starych nawyków zaowocował powrotem do starych ciuchów.

Teraz ważę tyle, co 9 lat temu. Na początku ciąży z Mateuszem. Jeszcze trochę i dojdę do wagi ze ślubu, z momentu jak poznałam mojego męża, do wagi, której nigdy nie miałam jako dorosła kobieta. Jestem z siebie naprawdę dumna, ale wiem, że najtrudniejsze dopiero przede mną. Najtrudniejszym będzie utrzymać to, nad czym pracowałam. Czy się uda? Nie wiem. Po prostu nie wiem. Będę z pokorą podchodzić do życia, zdając sobie sprawę, że wilki czekają na każdym kroku…

Wracając do sportu. Marzę o medalu. Marzę o tym, by pobiec w Biegu Niepodległości, zrobić dystans 10 kilometrów i otrzymać medal za SPORT. Ten medal byłby dla mnie tym samym, co dla Jerzego Górskiego medal za zwycięstwo w ultramaratonie. Pamiętam liceum i bieg na 800m w lesie. 800 metrów? Teraz bym tyle przebiegła. A wtedy? Blokada moja kazała mi po 200 metrach zacząć udawać, że mdleję, a 2 koleżanki zatrzymywały się i mnie ratowały. I wszystkie trzy byłyśmy szczęśliwe, że nie musimy dalej biec, jak to nam się wydawało, na tym morderczym dystansie.

Postanowiłam sobie, że jak schudnę, będę biegać. Teraz jeszcze moje stawy by tego nie zniosły. Wybieram siłownię, rowerek, spacery po bieżni i orbitrek.

O moim odchudzaniu oczywiście kilka osób wie. Między innymi cudowna Ania Harłukowicz – Niemczynow, kobieta pełna pozytywnej energii, była trenerka personalna, biegaczka i autorka książki „W maratonie życia”, a wkrótce też książki „Dziewczyna z warkoczami”. Bardzo, bardzo mnie wspiera. Obiecała mi też, że pobiegnie ze mną w tym Biegu Niepodległości. „Boję się, że wbiegnę ostatnia na metę” – powiedziałam. „Nie wbiegniesz ostatnia. Ja wbiegnę za tobą”.

Wiecie ile takie słowa dają siły?

W tym roku Ania biegła w Biegu Niepodległości. Myślała o mnie. Jakiś czas potem dostałam przesyłkę. Medal!!!

Napisała mi, że ona mi go nie daje. Ona mi go pożycza, bym miała motywację do zmian. Napisała, że jak pobiegnę w listopadzie w Biegu Niepodległości, dostanę swój medal, to ten jej oddam.

Medal trzymam w pudełeczku. Myślę o nim. Myślę też o bransoletce z napisem „Zwyciężają ci, którzy wierzą, że mogą zwyciężyć”. Czy ja wierzę? Nie wiem. To proces. Każdego dnia trzeba myśleć, że każda minuta przybliża mnie bliżej celu, który sobie wyznaczyłam. Nie ma tak, że za chwilę, jutro, po świętach. Jest tu i teraz. POTEM, kiedykolwiek będzie to „potem” nie jest dobrym czasem.

Książka „Najlepszy” Łukasza Grassa spowodowała u mnie najróżniejsze przemyślenia.

Myślałam o tym, co już w życiu osiągnęłam. Jestem sobie za to ogromnie wdzięczna.

W czerwcu biegniemy z Anią na 5km w nocnym biegu. To będzie mój osobisty półmaraton. Ale powiem Wam, że już widzę siebie, wbiegającą na metę. Wiem, jak będę ubrana (znalazłam sobie takie świetne legginsy) i wiem, co powiem na mecie. Chyba będzie to niecenzuralne! Ale WIDZĘ TO!

I po przeczytaniu tej książki wiem, że mogę wszystko.

Kto doczytał do końca? Będziecie mnie wspierać? I kibicować? To ważne, ale wiem, że tak naprawdę sukces zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

Koniecznie przeczytajcie tę książkę! I napiszcie, co o tym wszystkim myślicie…

 

Rozwiązanie konkursów urodzinowych

Konkurs z biblioteczką

Torba z „happy endem” oraz książka Alka Rogozińskiego „Lustereczko powiedz przecie” leci do Renaty Bonisławskiej- Sikorskiej

Konkurs z lepiejami

Zestaw: torba oraz książka z wietnamską zakładką i dedykacją leci do Violetty Ewy

Lepiej przeczytać Pensjonat marzeń niż mieć masę dziwnych zdarzeń
Lepiej w Szkole Żon się kochać niż samemu w łóżku szlochać
Lepiej z torba od Witkiewicz niż w sukience Przytakiewicz
Lepiej kupić Szkołę Żon niż mieć na imię Gaston.

Dowolna moja książka z dedykacją poleci do Beaty Głąb

Lepiej Ósmy Cud przeczytać, niż z Hugh Grantem się przywitać.
Lepiej poznać Zamek z piasku, niźli w nudy być potrzasku.
Lepiej czytać Magdę Wu, niż kochanków mieć ze stu.
Lepiej Szkołę żon studiować, niż po kątach tyłek chować.

Konkurs ze Storytel.pl

Kody na 3 miesiące słuchania otrzymują Zosia Filipiuk i Zuzanna Arczyńska:)

Konkurs z wydawnictwem Od deski do deski

Książki oraz zestaw gadżetów otrzymują Izabela Leszczyńska i jej córka:)

Bardzo proszę wszystkich zwycięzców o mail na adres magdalena.witkiewicz@pracowniadobrychmysli.pl wraz z adresem do wysyłki nagród. Proszę koniecznie w temacie maila napisać KONKURS URODZINOWY.

Spotkania autorskie 2017

A miałam mniej jeździć... SPOTKANIA AUTORSKIE w tym roku. Wcisnę jedynie spotkania dla dzieci przed południem w okolicy moich spotkań popołudniowych.

PAŹDZIERNIK
sob. 14 paź koncert Hospicjum
pon. 23 paź 17:00 – 18:00Mielec - spotkanie z Magdaleną Witkiewicz
wt. 24 paź 17:00 – 18:00 Mogielnica - spotkanie z Magdaleną Witkiewicz
śr. 25 paź
10:00 – 11:00 Jodłowa - spotkanie dla dzieci
17:00 – 18:00 Biblioteka w Bukowcu
czw. 26 paź 17:00 – 19:00 Filia 48 Biblioteka Kraków
pt. 27 paź 12:00 – 14:00 Magdalena Witkiewicz na stoisku wydawnictwa Od deski do deski.
sob. 28 paź
Magdalena Witkiewicz na Targach Książki w Krakowie
Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński na Targach Książki 29 paź 16:00 – 19:00 GBP Kęty

LISTOPAD
pon. 6 lis 18:00 – 19:00 Gdańsk - spotkanie z Magdaleną Witkiewicz
wt. 14 lis 10:00 – 13:00 Tczew - spotkanie dla dzieci
16 list 18:00-20:00 Magdalena Witkiewicz i Alek Rogozinski w warszawskim Empiku
sob. 18 lis 16:00 – 18:00 Magdalena Witkiewicz i Aleksander Rogoziński w gdańskim Empiku
wt. 21 lis 19:00 – 21:00 Magdalena Witkiewicz w Legionowie
śr. 22 lis
16:00 – 17:30 MBP Łódź - Widzew
18:00 – 19:30 PBP w Łowiczu
czw. 23 lis
16:00 – 17:00 @BP w Łasku
18:00 – 19:30 BP MiG Działoszyn
pt. 24 lis
16:00 – 17:30 GBP w Witonii
18:00 – 19:00 MBP Łódź-Górna FB nr 10

GRUDZIEŃ
pon. 4 gru 18:00 – 21:00 Teatr Nowy Poznań - spotkanie autorskie

Byle do lata!

„Jesień idzie. Dni coraz krótsze, ptaki przestają śpiewać.”
Tymi słowami obudził mnie kiedyś mój mąż. Nie byłoby w tym kompletnie nic dziwnego, gdyby nie to, że to był czerwiec, a dokładniej czerwcowy poranek, zaraz po najkrótszej nocy w roku.
(a psik!)
Budziło mnie jeszcze słońce i gdyby nie słowa mojego męża, to poranek byłby całkiem udany. 
Mój mąż tym stwierdzeniem wprowadził mnie w iście melancholijny nastrój, ale wtedy pogoda za oknem zapewniała dobry humor! A teraz?
(a psik!)
Teraz siedzę pod kocem w ciepłym dresie i cieszę się, że wyjątkowo nie chrypię. Moja córka chrypi znowu!  (Cały czas jestem wdzięczna losowi, że mogę pracować, siedząc w dresie, za to, że dziecko chrypi – trochę mniej.)
Moja dewiza na każdą jesień to 4 razy K. Kot, koc, kawa i książka. No czasem komputer. Oczywiście chciałoby się poszurać w jesiennych liściach, cieszyć się tą złotą polską jesienią, tylko gdzież ona?
Chyba też leży schowana pod kocem i pije nalewkę ku zdrowotnosci!
(a psik!)

Jakie książki polecacie, by się rozgrzać w jesienny czas? Oprócz „Ósmego cudu świata”, który przeniesie nas do gorącego Wietnamu, do ogrzania polecam również „Pracownię dobrych myśli”. To akurat lektura na jesień i zimę.
Jakie znacie otulacze na jesień?
Książkowe otulacze oczywiście! Piszcie w komentarzach!

Jesienna trasa autorska

Tak jak pisałam już w newsletterze (możesz zapisać się tutaj) jesień zapowiada się podróżniczo. Cieszy mnie to nawet, bo czasem lubię samotnie przemierzać Polskę wzdłuż i wszerz, a tym razem zawitam  aż na Podkarpacie. Storytel zainstalowane w telefonie, więc nudno nie będzie.

Zapraszam na spotkania!

WRZESIEŃ

śr. 13 wrz 17:00 – 18:00 Władysławowo – Hallera 19 Władysławowo
pt. 15 wrz 18:00 – 19:00 Gdańsk – Galeria Baltycka Empik
pt. 22 wrz 18:00 – 19:00 Warszawa Empik Nowy Świat

PAŹDZIERNIK
sob. 14 paź  koncert Hospicjum (podpisywanie książek)
pon. 23 paź 17:00 – 18:00 Bukowiec (data może ulec zmianie, gdyż wolałabym tego dnia Mielec, będę pertraktować:))
wt. 24 paź 17:00 – 18:00 Mogielnica (data może ulec zmianie)
śr. 25 paź 17:00 – 18:00 Mielec (data może ulec zmianie)
czw. 26 paź 17:00 – 18:00 Kraków – Filia 48 Biblioteka Kraków os. Boh. Września 26 31 – 621 Kraków
pt. 27 paź Targi książki Kraków (Wyd. Od deski do deski, szczegóły później)
sob. 28 paź Targi książki Kraków (11.00-13.00 Wyd. Filia, 16.00 Księgarnia Gandalf)
niedz. 29 paź 16:00 – 18:00 Biblioteka w Kętach

LISTOPAD
śr. 22 lis
16:00 – 17:00 MBP Łódź-Widzew
18:00 – 19:00 PBP w Łowiczu
czw. 23 lis
16:00 – 17:00 BP w Łasku
18:00 – 19:00 BP MiG Działoszyn
pt. 24 lis
16:00 – 17:00 GBP w Witonii
18:00 – 19:00 MBP Łódź-Górna FB nr 10

GRUDZIEŃ
pon. 4 gru 18:00 – 19:00 Spotkanie Poznań – Teatr Nowy Jana Henryka Dąbrowskiego 5, 60-838 Poznań, Polska


Aktualne spotkania autorskie zawsze możecie śledzić tutaj. I to z dużym wyprzedzeniem.